Najnowsze wiadomości

4 lutego 2023 15:49

Potężna plantacja konopi została zniszczona rok wstecz. Sprawa została umorzona



W lipcu ubiegłego roku media informowały o zniszczeniu dużej plantacji konopi indyjskich w okolicach Ciechocinka. Policja twierdziła, że usunięto ponad 15 tys. roślin, twierdząc jednocześnie, że była to największa nielegalna uprawa konopi w Europie. Szybko okazało się, że rośliny były prawdopodobnie samosiejkami. Policja i prokuratorzy wielokrotnie wnioskowali jednak o aresztowanie rolnika, u którego uprawiano konopie. Ostatecznie sprawa została umorzona w zeszłym tygodniu. Cała sytuacja pokazuje jednak korupcję w wymiarze sprawiedliwości.

W lipcu ubiegłego roku informowaliśmy, że policja przekazała informację o zlikwidowanej plantacji konopi indyjskich. Rośliny zostały znalezione w okolicach Wisły i zajmowały obszar 4 hektarów. Funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 15 tysięcy krzaków konopi indyjskich w różnych fazach ich wzrostu. Rośliny miały od 30 cm do 1,5 m wysokości. Ta zabezpieczona ilość krzewów pozwoliła na zakup około 330 kg marihuany o wartości 5,55 mln zł. Miała to być największa w Europie zlikwidowana plantacja konopi indyjskich. Cały materiał, jak również zdjęcia, można znaleźć w T U T J.

Jesteś plantatorem konopi lub posiadaczem samoistnym?

Szybko okazało się, że rośliny to prawdopodobnie dziko rosnące konopie włókniste lub samosiewy. Ustalono, że rolnik, który posiadał pole jest jego właścicielem. Opasłe 4 hektary nie były widziane przez jakiś czas.

Właściciel gruntu stwierdził, że rośliny były samosiejkami, co nie jest nowym pojęciem na tym terenie. Dowódca stwierdził, że rośliny zostały celowo posadzone przy pomocy profesjonalnego urządzenia siewnego, gdyż rosną zbyt równomiernie.

To fałszywe wrażenie mogło być w niektórych miejscach możliwe. Wynika to z faktu, że przez pole przejechała hawka talerzowa, tworząc bruzdy. Możliwe jest, że woda bardziej wsiąknie i będzie się wydawało, że na polu coś zostało posiane. Rośliny mają jednak o wiele łatwiej. Rzędów jednak nie było.

-wyjaśniał wówczas właściciel tego pola, który ma w sumie ponad 300 hektarów.

Więcej informacji można znaleźć w artykule " Ciechocinek - Ogromna plantacja została przejęta przez policję i jest teraz samosiejką".

Marcin ostatni rok przeżył w ogromnym stresie i niepewności, ponieważ śledczy ścigali go przez długi czas. Był to ewidentnie fatalny błąd, mimo wszelkich przesłanek. Nieustanny strach, że cała sprawa odbije się na jego biznesie, był również obecny. Niektórzy z jego kontrahentów nie byli pewni, czy powinni dalej prowadzić wspólne interesy. Rolnik w trakcie tego wszystkiego stracił 20 funtów, co świadczy o tym, jak bardzo było to stresujące.

Odkupienie

Prokuratura ostatecznie zdecydowała o zakończeniu sprawy. Biegły nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rośliny to konopie indyjskie, czy dzikie konopie włókniste.

Umorzenie śledztwa nie odwróci wydarzeń, które doprowadziły do zatrzymania pana Marcina. Sześciokrotnie śledczy wnioskowali o zatrzymanie rolnika. Sąd potrafił odrzucić każdy wniosek z dużo większą logiką. Wyobraź sobie, że rolnik, który uprawia 300 hektarów konopi, idzie do więzienia na rok. Jego biznes i uprawy mogłyby poważnie ucierpieć. Wszystko dlatego, że prokuratura upiera się, że dzikie rośliny konopi są częścią zorganizowanej plantacji konopi. Podobne przypadki odnotowano w innych krajach.

Zostałem uniewinniony, więc jestem szczęśliwy, ale nikt nie odda nam bólu, który dzieliliśmy z rodziną. Odbyło się sześć rozpraw aresztowych i za każdym razem sędziowie uznawali, że nie powinienem trafić za kratki. Nie było ani jednego dowodu przeciwko mojej sprawie. Od początku wydawało się, że próbują znaleźć dowody, aby udowodnić mi winę siłą. A przecież ja nic nie zrobiłem. Próbki największej ilości marihuany miały poniżej 0,2 THC. Tylko próbki zawierające 0,2 mogły być użyte do mówienia o marihuanie potrzebnej do produkcji narkotyku.

-powiedział pan Marcin

O dziwo, zarówno policja, jak i prokurator nie uważają tej sprawy za nieudaną.

Ta sprawa nie jest porażką.

Sławomir Korzeniewski (zastępca prokuratora rejonowego w Aleksandrowie Kujawskim), powiedział to w rozmowie z Onetem.

Ja z nikim nie walczę. Moim zadaniem jest zebranie dowodów, a następnie wydanie decyzji merytorycznej. Składam akt oskarżenia, jeśli ktoś został skazany za przestępstwo. Kluczowa w tej sprawie była opinia biegłego z zakresu badań chemicznych i fizycznych. Ważne były też inne okoliczności, zeznania świadków i wszystkie zebrane opinie.

-dodał Korzeniowski

Prokurator zaapelował też do wszystkich, którzy widzą dzikie konopie indyjskie, o kontakt z policją. Ta następnie wyśle wniosek do odpowiednich organów w mieście. Samorząd zajmie się wówczas roślinami.

Nie wiem nawet jak skomentować konieczność uruchomienia kosztownej procedury usuwania jakichś zupełnie niewinnych, a nawet pożytecznych roślin. Wszystko to jest opłacane z podatków.